Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo; Ale że to ślepemu nieznośną się zdało, Iż musiał zawżdy słuchać, co kulawy prawi, Wziął kij w rękę: "Ten — rzecze — z szwanku nas wybawi". Idą; a wtem kulawy krzyknie: "Umknij w lewo!" Ślepy wprost i, choć z kijem, uderzył łbem w drzewo. Idą dalej; kulawy przestrzega od wody; Ślepy w bród; sakwy zmaczał, nie wyszli bez szkody. Na koniec, przestrzeżony, gdy nie mijał dołu, I ślepy, i kulawy zginęli pospołu. I ten winien, co kijem bezpieczeństwo mierzył, I ten, co bezpieczeństwa głupiemu powierzył.